środa, 9 maja 2018

FILIPINY CZ.1/ Mój plan podróży oraz opinia na temat Filipin


Wiem że długo czekaliście na ten wpis ale nie mogłam do tej pory odkopać się z obowiązków po powrocie. Tak więc ... UDAŁO SIĘ! Moja pierwsza tak spontaniczna podróż w egzotyczne miejsce, po raz pierwszy też poleciałam gdzieś na okres 3 tygodni. Filipiny wydawać by się mogło że są rajem na ziemi, widoki zapierające dech w piersiach oraz wysoka temperatura - czego bowiem chcieć więcej?  Osobiście mi to miejsce kojarzyć się będzie już zawsze z ogromnym kontrastem, oczywiście z niesamowitą krystalicznie czystą wodą która dorównuje Seszelom czy też nierealnie pięknym widokom maleńkich wysepek ale też z biedą, i smrodem palonych śmieci. Jeśli ktoś jest typem ,,wygodnisia'' z pewnością nie polecę mu tego kierunku - jeśli lubicie wyzwania? Jak najbardziej to miejsce dla was.


Dlaczego mówi się że Filipiny to miejsce tak bardzo kontrastowe?

Już po pierwszym tygodniu spędzonym tutaj odpowiedziałam sobie na to pytanie. Ta podróż była dla mnie ogromną nauką, przyznam wam się do swoich słabości... Kilka razy przez to iż jestem osobą wrażliwą nie mogłam powstrzymać łez, widząc rodziny śpiące na ulicy, wygłodniałe psy czy nawet domy tych ludzi. Nerwy puściły mi też kiedy przechodząc po wiosce ujrzeliśmy walki kogutów, samo wydarzenie oczywiście nie należało do przyjemnych ale gdybyście zobaczyli tych ludzi, wrzeszczących w niebogłosy i czekających na śmierć walczących zwierząt. Dosłownie zachowywali się jak najdziksze zwierzęta świata.

Z jednej strony idealna plaża jak z obrazka i ogromny resort zapełniony bogatymi ludzmi z całego świata a po drugiej stronie domy z paru blaszek i materiałów które tylko wpadły w ręce Filipińczyków. Czy to właśnie nie jest ten kontrast?




Wyżej pisałam że ten wyjazd był dla mnie szkołą więc powrócę do tego tematu i powiem wam dlaczego. To była dla mnie lekcja przede wszystkim cierpliwości bo dla Filipińczyków czas płynie pomału i przykładowo przedostanie się z jednej wyspy na drugą mogło by wydawać się banalnie proste. Cóż, nic bardziej mylnego - godziny spędzone w autobusie gdzie brak klimy powinien mi doskwierać ale nie to nie było to.  Z jednej strony na ramieniu czułam czyjś tyłek, a z drugiej kapiący z czoła CZYJŚ pot na moją nogę... STREFA KOMFORTU? Halo halo, czy coś takiego istnieje? W tamtym momencie zapomniałam o takim pojęciu. Kolejny przykład : w restauracji zamówione danie okazuje się być czymś całkiem innym i na Filipinach to coś normalnego, a kelner nie wiedząc co ma teraz zrobić po prostu się uśmiecha oraz czeka aż po prostu zaakceptujesz to co Ci przyniósł.

Nauczyłam się tutaj wielu rzeczy, od wspinania się na palmę i nie jedzenia mięsa ( po zapachu na lokalnym markecie dostałam obrzydzenia) również przestałam na cokolwiek narzekać, zaczęłam doceniać naprawdę każdy najmniejszy drobiazg. Cieszenie się kajzerką jak małe dziecko po powrocie mówi chyba samo za siebie ;) Filipińska kuchnia nie jest powalająca, nawet  powiedziałabym że mocno przeciętna, aczkolwiek nie mam prawa na to narzekać ponieważ nie dysponują tutaj zbyt wieloma produktami więc kiedy dostałam smaczny ryż z warzywami byłam wniebowzięta! A moja radość kiedy zobaczyłam Maka? NIE DO OPISANIA ;d







Nie to żebym tylko negatywnie widziała Filipiny, BROŃ BOŻE! Choć bardzo skrajne i kontrastowe to miejsce jest magiczne i z pewnością ma więcej zalet aniżeli wad. Chociażby oglądanie zachodu słońca na praktycznie pustej plaży, moja ulubiona cola ze szklanej butelki za 0,70 gr jak w dzieciństwie sprzedana przez małą dziewczynkę w rodzinnym sklepiku (babcia oczywiście dawała jej instrukcję, u nas za to prawdopodobnie poszła by siedzieć że pozwoliła nieletniej coś sprzedać i TO BEZ PARAGONU!!!), a przed snem piękne wysypane spadającymi gwiazdami niebo. Oprócz kilku uronionych łez przeżyłam tutaj naprawdę wspaniałe chwile, zobaczyłam najpiękniejsze widoki do tej pory - Filipiny wodą i plażami konkurują z moimi ukochanymi Seszelami. <3









PLAN PODRÓŻY:

Informacji na temat tego wyjazdu jest naprawdę ogrom, więc aby przyjemnie wam się przeglądało i nie zmęczyła was ilość zdjęć czy tekstu kosztorys i opis każdego miejsca wrzucę wam w kolejnych dwóch postach.


Lot : Berlin -> Manila ( z dwoma przesiadkami) -> Manila (spędziliśmy tu jedną noc po podróży)
-> Cebu tutaj kolejna noc -> Malapasqua , przyjechaliśmy z Cebu busem publicznym który jechał ok.5 h + łódka ok 40 min. koszt to parę złotych ale o tym w kolejnym wpisie . Na tej wyspie spędziliśmy 3 dni -> Cebu, znów musieliśmy tu wrócić i na stopa przedostaliśmy się do -> Moalboal, to tutaj znajdują się wszystkie słynne wodospady z turkusową wodą. Droga z Cebu tutaj to jakieś 4 h samochodem. Spędziliśmy w tym miejscu kolejne 3 dni -> Następnie znowu CEBU i stąd samolotem udaliśmy się do -> Coron 4 noce, promem przedostaliśmy się do -> El Nido   -> Nacpan Beach  (3 noce) ->  El Nido 6 nocy -> Puerto Princessa 1 noc -> Manila i powrót do domu ;)

Kosztorys w kolejnym wpisie !





Przeczytaj również

9 komentarzy

  1. Świetny wpis i czekam oczywiście na kosztorys! Również jestem kompletnie zakochana w podróżach, niedawno wróciłam właśnie z Seszeli i już planuje kolejny kierunek. Filipiny brzmią egzotycznie ale jednak ta ciemna strona kraju jest trochę przerażająca.
    Pozdrawiam, Magda

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki aparat posiadasz do robienia zdjeci ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wpis i czekam na kolejny. Zdjęcia obłędne a miejsce jak marzenie

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjęcia mega! A figura jeszcze lepsza! Obserwuje Cię od dłuższego czasu i widać, że cieszą Cię podróże. A co do wpisu, to super się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super przygotowany post 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Prosze odpowiedz jakie robisz rzesy ze wygladaha u Ciebie tak naturalnie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! Przypominam tylko że jest to blog modowy i z kulturą oceniamy stylizacje ;-)